25
sierpnia
2008
Od mojego poprzedniego wpisu minęły już prawie trzy miesiące. Miałem duży nawał pracy, zmian i w sumie to całą masę tematów na kolejne wpisy. No ale skoro w poprzednim obiecałem, że mówić o tym co to spotkało mnie rok temu, to czas się z tego wywiązać. Dla tych, co już zdążyli zapomnieć o czym był tamten wpis oto link do poprzedniej (pierwszej) części. No to zaczynamy.
Moja historia, po znalezieniu pracy miała być już tylko różowa. Sądziłem, że w 4RP, gdzie statystycznie pracy jest ciągle za mało a bezrobocie ówczesne zmuszało całe tysiące do emigracji, znalezienie pracy, którą się na dodatek lubi to wszystko co mi potrzeba do dostatniego szczęścia.
Myślę, że wymienienie tego na czym się sparzyłem będzie najlepszym z rozwiązań, o ewentualną głębszą analizę pokuszę się w dalszej części. Bo życie w dużym mieście, w moim przypadku Gdyni, to nie taka prosta sprawa...
Wyjeżdżając do Gdyni, w czasie wakacji miałem się zatrzymać u cioci. W ramach cięcia kosztów - przynajmniej początkowych - zatrzymanie się u rodziny wydawało mi się najrozsądniejsze i naprawdę wyglądało, że będzie dobrze. Z jednym ale... już po 5 dniach okazało się, że zarówno ciotka jak i prawowity właściciel mieszkania od którego ona je wynajmowała nie płacił czynszu ani rachunków spółdzielni. Rozwiązanie było tylko jedno - szukać lokum na własny rachunek.
Tylko, że i to nie było takie łatwe. Owszem, Anonse aż kipią od ogłoszeń tyle, że ja wynieść się musiałem już, a większość ofert była dopiero od początku lipca. No to został mi jeszcze prawie miesiąc na przeczekanie... Czyli kolejne szukanie i kombinowanie. No i przeprowadzkę. Tak..., a przeprowadzka Szybką Koleją Miejską do najfajniejszych nie należy. Może się nagle okazać, że te dwie godziny, które miała zając przeprowadzka to nie tak aż dużo i nawet dwukrotne tylko przejechanie 15 kilometrowego odcinku SKMką nie będzie takie szybkie, a i przejście przez pół miasta z dwiema torbami o łącznej wadze ponad 30 kg to może jeszcze trochę bardziej skomplikować sprawę. Dlatego, jeśli szef nawet pierwszego dnia proponuje ci pomoc w przeprowadzce z wykorzystaniem samochodu, nie myśl, że to kłopot, tylko korzystaj!
Z mieszkaniem wiąże się jeszcze jedna kwestia. Przez ostatnie 15 miesięcy 13 mieszkałem na tzw. stacjach, czyli samodzielnym wynajmowaniu mieszkania/pokoju u kogoś. Jednak od dwóch miesięcy mieszkam ze znajomymi, wynajmując razem z nimi parter domu. I wiecie, przychodzenie po pracy, w której większość czasu się spędza z słuchawkami na uszach, a potem milczenie przez resztę popołudnia/wieczoru to nie jest wcale aż takie cool. Nawet dla introwertyków. Więc prawdą którą odkryłem dzięki tym doświadczeniom było to, że: ludzie potrzebują ludzi na co dzień! Choćby po to by usłyszeć: "Miłego dnia!" przed wyjściem do pracy.
Myślę, że ludzie gdy zaczęli się łączyć w pary i rodziny to nie tylko mieli na względzie te motylki fruwające w żołądku ale także to aby oszczędzić na jedzeniu... Nie każdy musi lubić wszystko, czyli paprykę, czosnek, banany i pietruszkę... A żyjąc w stadzie zawsze jest większe prawdopodobieństwo, że jest wśród was ktoś kto coś z tego co wy nie lubicie wręcz kocha. Oj, wiem - marny argument. Ale prawda jest taka, że dopóki nie przestanie się myśleć o tym ile się wydaje na codzienne uzupełnianie potrzebnych kalorii, to będziemy mieć wrażenie, że można było to kupić taniej.
Z początku w ramach oszczędności, nie kupowałem na przykład dżemów oryginalnych firmy Łowicz, ale najtańsze jakie znalazłem na biedronkowych półkach... Do czasu, gdy w jednym ze słoików natrafiłem na kawałki szkła. Słowem, ciekawe co też innego w nich jeszcze jest zatopione, skoro nawet szkło potrafiło dostać się w procesie produkcji na sklepową półkę. Na szczęście tylko poharatałem sobie język i nie połknąłem go... Nigdy więcej tanich dżemów z Biedronek!
Oczywiście, to właśnie na jedzeniu się najłatwiej oszczędza. I spytany jakiś czas temu: Za ile jesteś w stanie przeżyć miesiąc? Odparłem 200zł+koszt mieszkanie. Tak, chcąc oszczędzić potrafiłem przeżyć za 50 zł tygodniowo, ale... nie polecam. Szczerze nie polecam ze względów zdrowotnych i w ogóle dlatego, że jedzenie wciąż bułek, parówek, dżemu i sera potrafi dać w kość. Dlatego, każdemu kto potrafi spojrzeć dalej niż tylko koniec bieżącego tygodnia polecam nie oszczędzać - przynajmniej na jedzeniu... Zwróci się... i to z nawiązką.
Nie jest to tylko moje zdanie, w ostatnim numerze "Kariery" - miesięcznika, który zainspirował mnie 3 miesiące temu jest felieton Pawła Sowy - "Jak udawać bogatszego?", którego koncept już od jakiegoś czasu sprawdzam na sobie. Mianowicie, poprawianie swojego samopoczucia, a tym samym budowanie własnej wartości poprzez myślenie pozytywne. Ponieważ każde myśli podobne do poniższych: to nie jest dla mnie, nie stać mnie na to, nie potrafię tego, czy nie zrobię tego bo nie lubię, lub wydaje mi się nudne/trudne/nijakie skutecznie hamują naszą kreatywność. Muszę przyznać, ze od kiedy zacząłem się pozbywać tego rodzaju ograniczeń, czuję się lepiej. Mam też wrażenie, że moje myślenie niejako uwolniło się od balastu jaki przyniosło życie.
Dlatego, moim zdaniem ważne jest aby przyjmować wyzwania, które niesie życie i nieważne jakie by one nie były - przekraczać siebie z podniesionym czołem,aby móc spojrzeć potem w lustro i zobaczyć innego siebie - tego lepszego i silniejszego.
Trochę się zagalopowałem, więc jeśli są jeszcze tacy, którzy chcieliby przeczytać o pozostałych dwóch punktach naiwności, po raz kolejny proszę o nieco cierpliwości, ewentualnie ponaglanie mnie w mailach.
№ 1
26 sierpnia 2008, 00:14:43
Makjzuer
Witamy w realnym świecie:) To może truizm, ale jesteśmy tym co jemy, od strony fizjologicznej. Oraz ewidentnie jeśli chcemy możemy zrobić wszystko. Tylko potrzebny jest optymizm, wiara w siebie, dużo wiary w siebie..
Co przy kolejnym miesiącu szukania ciekawej pracy może być nie tylko frustrujące, ale staje się problemem. Małżeńskim.
Jednak czasem warto być optymistą i iść do przodu, co nie jest łatwe, prawda?
№ 2
26 sierpnia 2008, 13:11:04
nbb
Mi się zdarzyło konsumować pizzę z Biedroki, w jednym kęsie poczułem smak lekarstwa, taki szpitalny smak.. Już tam pizzy nie kupuję.
„ludzie potrzebują ludzi na co dzień”
Jakoś ja nie potrzebuję tego. Praktycznie od roku żyłem z kolesiami, którzy spali kiedy ja do pracy wychodziłem, a kiedy przychodziłem to rozmowa ograniczała się praktycznie do zera. Przykre, bo przykre, ale żyć się dało.
Teraz mieszkam praktycznie sam i też nie narzekam, póki co mi to jakoś nie przeszkadza.
Trochę spóźnione ale zawsze – miło powitać no twoim własnym blogu :). Wpis czytało mi się całkiem dobrze ale wniosków zabrakło. W moim przypadku wnioski były proste do wyciągnięcia: dać sobie spokój ze studiami (kompletnie mnie nie ciągnęło) i zacząć żyć w real world :)
№ 5
02 maja 2009, 13:26:32
bzyczek
szukałam cos na temat 1/4 mili na podlasiu (kocham motorki) a natrafiłam na twoj blog… dziwnie sie czuje czytając go .. to troche jak ksiazka ..tylko o realnym zyciu a jej bohaterem ..nie jestem ja.. dziewczyna. ta ktora po maturze uciekła za chlopakiem do anglii.. wrocila po roku do rodzinego miasta troche z tesknoty .. troche po to by poczuc REALNE ŻYCIE ... o masz ci los ..minął rok jestem w polsce ..rzucilam chlopaka po 4 latach .. w najgorszym okresie jego zycia ..majac dosc jego kłamstw,ćpania i klepania biedy ..gdy znikały pieniadze z portfela. teraz sama mieszkam .. jest bardzo ciezko ..samotnosc to najgorsze dla człowieka co moze byc .. pracuje.. kocham to co robie ale to tylko staż... wiec, WIEC mineły 2 lata po maturze ..i nie odnajduje sie w moim własnym zyciu ..a zaoczne fryzjersto … to chyba ..to napewno nie dlamnie wiec… ruszam w droge czas sie wyrwac… witaj warszawo, bądz krakowie!!! —czytajac twoj blog jakos race same mnie ponioly bo opisac i moje burzliwe zycie po maturze… zycze szczescia —Magda
Gratuluję pierwszego kroku i cieszę się, że wpis się spodobał.
Ja ostatnio w temacie „zmian w życiu” trafiłem na bloga mojego znajomego – http://www.personaldevelopment.pl/:„Personal Development”.
Widząc Twój wpis coś mnie ruszyło i możliwe, że już niedługo zbiorę się i skończę ten cykl artykułów „Minął rok…”.
№ 7
07 maja 2009, 20:19:42
bzyczek
jak to skończę... nieee, nie zgadzam się!!! ;p pisz dalej .. a ja będe fanką twojego bloga :)
chciałabym własny założyć ... tylko, jeszcze nie wiem jak.
—pozdrawiam
—Magda