24
września
2006
Matrix. Film niesamowicie kultowy. Gdy powstał w 1999 roku nikt się nie spodziewał, że wywoła takie zamieszanie. Ok, pewnie kilka osób tam na górze się tego spodziewała, ale my śmiertelnicy mogliśmy tylko przypuszczać i cieszyć się takim dobrym kawałkiem fabuły i efektów specjalnych.
Nawet dzisiaj pamiętam, jak to siedziałem przed telewizorem 28", gdy w magnetowidzie kręciła się taśma ze świeżo wypożyczonym filmem. Wtedy o kinie mogłem tylko pomarzyć... Najbliższe było 25 kilometrów od mojej miejscowości. Film mnie wówczas zachwycił, oszołomił, oczarował. Byłem wnet gotów uwierzyć, że ten cały MATRIX to prawda... Miałem wówczas 12 lat. Myślę, że każdy wraz z pierwszym matriksem przeżywał to samo. Zachwyt i zdziwienie połączone po części z przerażeniem, że taka apokaliptyczna wizja świata jest w gruncie rzeczy jednak (niestety) możliwa.
Potem przyszło kilka lat stagnacji, oczekiwań, domysłów, podsłyszanych plotek i machina braci Wachowskichdo zarabiania pieniędzy wreszcie ruszyła. Wraz z rokiem 2003 na kinowych ekranach pojawił się "The Matrix Reloaded" a w pół roku później także "The Matrix Revolutions". Oba filmy zebrały mnóstwo nieprzychylnych komentarzy za wtórność i przerost formy nad treścią (czytaj efektów specjalnych nad grą aktorów). Naturalnie taka maszynka do kręcenia kasy potrzebowała oszałamiającego budżetu i tak gdy pierwszy Matrix miał budżet w granicach 63mln $ to Rewolucje szczyciły się budżetem w wysokości 150 000 000 $.
Ale nie o tym chciałem. Wraz z pojawieniem się na ekranach kin sequela tego kultowego filmu można było w sieci znaleźć informacje o jego prequelu. Był nim krótkometrażowy film zatytułowany "Final Flight of The Osiris" ( pl. "Ostatni lot Ozyrysa"). Stanowił on jednocześnie część całego zbioru animowanych filmów w jakikolwiek sposób związanych z fabułą matriksa. Cykl ten nosił tytuł "The Animatrix". I to właśnie o nim chciałem dzisiaj nieco napisać.
Przeglądając zasoby YouTube dzisiaj zupełnie przypadkiem natknąłem się na filmik "The Muppet Matrix" stanowiący parodię trailera dla pierwszego matriksa. A podążając za nim natrafiłem na filmiki z Animatriksa znajdujące się na tym właśnie serwisie... I tak oto obejrzałem "The Second Renaissance". Wcześniej znałem tylko "Ostatni lot Ozyrysa" i wszystkie trzy kinówki oraz przeszedłem grę komputerową "Enter The Matrix". Ale wszystko to oglądałem/grałem już jakiś czas temu... Teraz natomiast... w 3 lata po pojawieniu się filmów i animatriksów potwierdzam, że nadal wciągają... Nadal mają swój klimat i nawet teraz - znając całą fabułę i historę tytułowego Neo i jego przyjaciół oglądając go człowiek zastanawia się, czy gdzieś tam... daleko stąd... nie powstaje właśnie teraz system 10. Czy nasze wojny są ważne w obliczu takiej apokalipsy jaką przedstawia historia matriksa? Czy nie powinniśmy zastanowić się nad ogólnym sensem istnienia i zacząć myśleć o tym co można zrobić dobrego i pożytecznego a nie tylko pchać ludzkość ku zagładzie... Pomyślcie... Spróbujcie znaleźć prawdziwy sens istnienia... Nie stańmy się tylko pokarmem dla maszyn... Od czasu do czasu wyjdźmy na powietrze, na łąkę i cieszmy się światem takim jaki on jest. Cieszmy się, że mamy czym oddychać, że nie jesteśmy tylko częścią programu, że możemy nad programami władać a nie, że to one władają nami. Słowem, cieszmy się życiem...
Nie dziwota, że Matriksa widziałem dopiero z rok przed Reaktywacją - w chwili premiery tego pierwszego miałem 6 lat! ;)
hm widzialam 3 matrixy i animatrixa i szczerze to tylko pierwszy podobał mi się tak serioserio, zrobil wrazenie,ale nie az takie o jakim piszesz :)