Jogg.About::$Me->RaVbaker

 

25

lipca

2006

« Poprostu pięknie! Czyli samo życie... Snoopy nie jest SEXY! »

Dwa dni. Ale jakie... albo ale jak się zaczęły.

Dzisiaj jest drugi dzień. Drugi dzień spędzony z moją Najdroższą. A to wszystko przez pewien niefortunny wypadek.

Zaczęło się wszystko od tego że zapragneliśmy więcej własnych zdjęć. Takich tylko we dwoje. No a jako że niedługo wyjeżdżamy do

Gdańska z papierami na uczelnię. Tak... można gratulować: moja Najdorższa dostała się na uniwerek gdański! Filologia polska stoi przed nią otworem! :-) Ja oczywiście cieszę się z tego razem z Nią. Ale znowu zacząłem od środka.... Wracając do rzeczy. To przy okazji zaworzenia papierów pragniemy odwiedzić Przyjaciółkę. Tak właśnie... Przyjaciółkę przez duże P. I przy okazji poinformowania jej o Naszych zaręczynach wręczyć jej Nasze wspólne zdjęcie. Więc w poniedziałek rano uzbrojony w dyskietkę ze zdjęciem dla Przyjaciółki, kliszę rodziców do wywołania i pudełko na płyty CD bo zachciało mi się zachaczyć po drodze sklep jakiś komputerowy. Wsiadłem na rower brata i ruszyłem w drogę. Nie przejechałem nawet 200 metrów jak to nagle koło tylnie się zablokowało, w tym samym momencie nogi spadły mi z pedałów i łańcuch z przednich zębatek. Kierownica skręciła samoczynnie o 90 stopni i... leżałem na chodniku do połowy przywalony pojazdem.

Wszystko to miało miejsce zaraz obok siedziby OSP. W której to też mieści się lokalne pogotowie ratownicze. Jeden z sanitariuszy od razu mnie dostrzegł leżącego i wezwał do siebie. Błyskawicznie mnie opatrzył. Zdezynfekował wszystkie rany, otarcia i ranki. A było co dezynfekować... Starte prawe kolano, rozcięta broda, otarcia na palcach lewej dłoni, poraniony prawy łokieć, skaleczenie na brzuchu gdyż pudełko na płyty o którym wcześniej wspominałem wbiło się w brzuch. Na szczęście tylko trochę i zostało małe skaleczenie i otarcie skóry. Do tego nawet nie wiem skąd otarcie na obojczyku i całej klatce piersiowej większe i mniejsze zadrapania. No ale najgorzej to wygląda moja prawa dłoń. Która to była tym na czym tak właściwie się podparłem przy tym gwałtowym upadku. Cała wierzchnia prawej dłoni w mniejszym lub większym stopniu poraniona lub podrapana.

Słowem: Ojej. Ała. Oj. Wyglądasz strasznie. . Ale... dzisiaj już jest lepiej. Wczoraj to tą prawą reką ledwie ruszać mogłem i nawet podejrzewałem złamanie. Ale prześwietlenie nic nie wykazało. Wszystko dobrze. Żadnych poważniejszych uszkodzeń ciała. Wszystko się powinno dobrze zagoić. :-)

Kamień z serca. Ale moja Najdroższa jak tylko usłyszała że coś mi się stało to postanowiła przyjechać. Bez zastanowienia wręcz zdecydowała się przyjechać i zaopiekować się mną. To było wprost niesamowite jak to usłyszałem. :-) Oczywiście mówiłem że niech zrobi jak uważa, że jakoś sobie poradzę itp. Lecz jej decyzja była szybka i jak się później okazało niezwykle trafna. Jej pomoc i oparcie jaki mi zaoferowała przyjeżdżając na te dwa dni przydały się bardzo. :-) Słowem jeszcze bardziej się cieszę że ją mam. :-)

No a te dwa dni właściwie to zleciały nam na odpoczywaniu i nic nie robieniu. No owszem, poszliśmy dzisiaj na spacer z moim młodszym rodzeństwem ale ty było tylko wyjście na dobrą godzinę. A reszta upłynęła nam na naprawdę solidnym leniuchowaniu. I tak zacząłem się zastanawiać czy to właściwie nie mógł być cel tego całego wypadku który w gruncie rzeczy okazał się dla mnie (nas?) niezwykle szczęśliwy i dobry. Bo jak tak patrzę w przeszłość to przez ostatnie 3 tygodnie właściwie to nie miałem chwili wytchnienia. Ciągle byłem zajęty, zapracowany albo w ogóle gdzieś goniłem. A tu teraz taki prezent. ;-)

Myślę że powinienem jeszcze odpoczywać. Bo przecież teraz naprawdę trudniej jest mi cokolwiek robić. Więc pożegnam się z Wami. Jutro pewnie dorzucę jeszcze jakieś przemyślenia. Pewnie już mniej pusty tekst i mniej suche fakty niż ten dzisiejszy wpis. Zatem do jutra!

3majcie się!

Technorati Tags: , , ,

 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść
(z textile)

 
 
 
 

Flakoblog